Architektura umiaru - wywiad z z Tomaszem Głowackim, właścicielem pracowni PAG
Środa, 16 Luty 2011 16:13
- Fascynuje mnie poszukiwanie odpowiedniej formy dla danego miejsca. Lubię też przełamywać porządek, choć bardzo cenię sobie prostotę i jednorodność rozwiązań - mówi o swoich projektach Tomasz Głowacki w rozmowie z Joanną Jabłońską.
Domy ikony, z których znana jest pracownia PAG (w tym nagrodzony w trzecim cyklu konkursu 20+10+X Dom+), to wyraz Pana filozofii projektowej. Co jest w niej najważniejsze?
Nie myślę o nich jak o domach ikonach, raczej jak o odpowiedzi na to, co stwarza dana sytuacja, czyli Plan Miejscowy i oczekiwania inwestora. To, jak widzimy pewne rozwiązania przestrzenne, jest oczywiście naszą interpretacją. Istotny w każdym projekcie, do którego się przymierzamy, jest kontekst miejsca. Kontekst - jego znaczenie i sposób interpretacji, który nie zawsze musi oznaczać schematyczny czy popularny tok rozumowania - determinuje w dużym stopniu rozwiązanie. Istotne jest, aby miało ono ideę przewodnią czy raczej było pewnym algorytmem przestrzennym, który w sposób jednoznaczny udzieli odpowiedzi na pytania stawiane przez inwestora. Dotyczą one ekonomii, programu, estetyki, które wynikają z analizy działki i innych zagadnień. Jest to szukanie optimum przestrzennego dla zastanej sytuacji.

Proponuje Pan nietypowe rozwiązania. Czy to wymaga długiego wyjaśniania inwestorowi pewnych zagadnień?
Bywa różnie. Staramy się tłumaczyć i przekonywać do rozwiązań, które - naszym zdaniem - są najodpowiedniejsze. Oczywiście inwestor ma prawo je odrzucić. Za pomocą makiet czy przykładów podobnych inwestycji próbujemy przekonać inwestora, żeby jednak zaryzykował. I gdy klient zgodzi się, to przyznaje później: „cieszę się, że zmieniłem zdanie".

Mieliśmy takie sytuacje, tak bywa najczęściej. Co prawda, zdarza się, że nie dogadujemy się z inwestorem i nasze drogi się rozchodzą. Jednak w większości przypadków mamy do czynienia z pozytywną refleksją inwestora. Z tego się cieszymy.
Obok architektury jednorodzinnej, w portfolio biura pojawiają się również budynki wielorodzinne i użyteczności publicznej, np. szkoła społeczna fundacji „Ekola". Dla jakiego odbiorcy woli Pan projektować?
Każdy inwestor jest mile widziany. Nie ma złych tematów, niezależnie od tego, czy dotyczy to dużych, czy małych obiektów. Oczywiście, wielkość skali wiąże się z innymi zagadnieniami i problemami, ale nie zmienia to naszego podejścia do projektowania.

Obiekty użyteczności publicznej i komercyjne, które są efektem działań pracowni, cechuje prostota, przejrzystość, powściągliwe operowanie materiałami. Zdarzyło się Panu przełamanie tej konsekwencji?
Tak, kiedyś próbowałem, ale myślenie powściągliwe i prostota są mi po prostu bliższe. W tym jest siła. Poprzez proste środki wyrazu możemy uzyskać więcej. Staramy się nie ograniczać tylko do ortogonalnych układów czy jednej formy. Jest wiele form, które pasują do różnych rozwiązań przestrzennych i miejsc. Fascynuje mnie poszukiwanie tej odpowiedniej dla danego miejsca. Lubię też przełamywać porządek, choć bardzo cenię sobie prostotę i jednorodność rozwiązań. Zarówno w układach ortogonalnych, jak i organicznych szukamy idei, która scala i stwarza w miarę jednorodny wizerunek estetyczny obiektu. Próbujemy unikać schematyzmu, „wkładania" kubatur tylko w pudełka lub domy ze skośnym dachem. Jak wcześniej mówiłem, bardzo wiele zależy od kontekstu, który w dużym stopniu determinuje rozwiązania przestrzenno-formalne. Zdaję sobie sprawę, jak wiele jest różnorodnych stylistyk i metod projektowych, ale upodobania do minimalizmu są ciągle w PAG aktualne.

Jak poszukują Państwo rozwiązań? Czy w pracowni pojawia się wiele koncepcji?
Jest różnie. Z reguły pomysły powstają dosyć szybko i niemal natychmiast podejmowane są decyzje o ich odrzuceniu bądź pozostawieniu. Tak naprawdę zaczynamy od analizy programu i działki oraz kontekstu. Stawiamy sobie pytania, czy w danym miejscu powinna znaleźć się architektura eksponowana, czy stanowiąca tło dla wartości, która już tam istnieje. Nie ma jednej odpowiedzi i to jest właśnie fascynujące, a proces twórczy bardziej cieszy.
Jednym z motywów w proponowanych przez pracownię rozwiązaniach są zielone ściany, jak w Ekoli, a nawet „ukrywanie" budynków pod ziemią i zielenią - tu przykładem może być gospodarstwo ogrodnicze pod Strzegomiem czy konkursowy projekt wrocławskiego Afrikarium. Skąd tak silna tendencja do łączenia architektury z naturą?
Cieszę się, że Pani to zauważyła. Próba powiązania architektury z naturą, a właściwie traktowanie natury jako tworzywa architektonicznego jest mi bliskie i charakterystyczne dla naszej pracowni. Myślę, że to próba szukania pewnej harmonii i równowagi w świecie coraz bardziej zurbanizowanym.

Wprowadzanie zieleni do intensywnej tkanki miejskiej, w której nie ma miejsca na drzewa. Jak technicznie jest to w projekcie rozwiązywane? Stosuje się np. glebę czy donice?
Zależy od konkretnej sytuacji i projektu. Czasem to proste rozwiązania, które widzimy chociażby na Muzeum Narodowym we Wrocławiu, gdzie zieleń w sposób naturalny pnie się i zmienia kolory. Czasami rozwiązania wymagają bardziej zaawansowanej technologii, odpowiedniego doboru przez specjalistów roślinności, podłoża i nawadniania. Współcześnie możemy skorzystać z poszerzającej się z każdym rokiem oferty handlowej zielonych stropodachów odwróconych czy systemów ogrodów wertykalnych.
Projekty są prezentowane przede wszystkim na szkicach i makietach. A na którym miejscu w Pana pracy znajduje się komputer?
Wkracza wcześnie, bo teraz nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Jednak projekt rodzi się najpierw w głowie, a potem pojawia się na szkicach. Równolegle powstają rysunki w 2 i 3D oraz makiety robocze, które pozwalają wszystko sprawdzić.

Makiety fizyczne są czytelniejsze dla nie-architektów od wizualizacji, nawet jeśli korzystamy ze świetnych animacji, które pozwalają na dokładne zbadanie przestrzeni. Dzięki nim możemy „chodzić" po budynku i to jest kapitalne. Mimo to, zobaczenie makiety w całości sprawia, że inwestor zdaje sobie sprawę, gdzie jest przód, tył, lewa, prawa strona, a obrazki, które architekt świetnie rozumie i łączy, są dla klienta mało czytelne. Nawet kiedy sami sprawdzamy pewne rozwiązania, fizyczna makieta jest niezastąpiona.
Makiety są wykonywane w biurze czy zlecane?
Robocze wykonujemy sami, ale stale współpracujemy ze świetnym fachowcem, który nam robi piękne makiety ostateczne.

Pracownia PAG bierze udział w licznych konkursach na koncepcje architektoniczne, a Pan bywa również sędzią tego typu przedsięwzięć. Czy można zaobserwować, jak będzie wyglądała polska architektura przyszłości?
Jak będzie, nie wiem. Za to cieszę się, że już widać w konkursach młode pokolenie. Mamy wielu zdolnych architektów, którzy doświadczenie zdobywali za granicą, na uczelniach i w biurach projektowych. To procentuje.
Mam nadzieję, że nowe realizacje pozytywnie zmienią wizerunek polskiej architektury. Istnieje szansa, że z tego etapu, jakim jest nieudolne naśladownictwo zagranicy, przejdziemy do fazy, w której będziemy architekturę świadomie kreować. Trzeba pamiętać o innym ważnym aspekcie tego zagadnienia - o edukacji, architektonicznej świadomości całego społeczeństwa. Powtarzając za Miesem van der Rohe, na dobrą architekturę składają się dwie rzeczy: dobry projektant i światły inwestor. Jeśli brakuje tego drugiego, genialny projektant nic nie poradzi. Także każda nowa gazeta na temat architektury, audycja w radiu czy program w telewizji są ważne, bo przypominają społeczeństwu, że coś takiego istnieje i jest to jeden z trwalszych elementów naszego krajobrazu kulturowego. Dodajmy, że on pięknieje.

Miał Pan okazję praktykować w Londynie. Czy zagraniczne doświadczenia różniły się od tych krajowych?
To było tuż po studiach. Miałem szansę, z której skorzystałem. W londyńskim biurze pracowaliśmy intensywnie, po 10 godzin dziennie. Łatwo było dostrzec, że wszystkie działania muszą być efektywne, przynosić korzyść ekonomiczną. Nie było tam czasu na bujanie w obłokach i gryzienie ołówków. Ciężar odpowiedzialności, świadomość, że z naszej pracy żyje pracownia, był odczuwalny.
W porównaniu z pracą w Polsce lepsza była organizacja i wydajność, gdyż stabilność prawna i finansowa istnieje tam od lat, co zapewnia funkcjonowanie stałych reguł obowiązujących inwestora i projektantów. Obecnie i w naszym kraju zasady współpracy zostały już ustalone i próbujemy je wprowadzać.
Choć ciągle borykamy się z inwestorami.
Myślę, że za granicą to też nie jest takie proste, jak się wydaje. Może reguły pracy są wyraźniejsze, ale wiem, że tam ciężko się pracuje. Mam też sygnały od młodych ludzi zatrudnionych w renomowanych pracowniach, że „siedzą po nocach".
Czyli tak jak u nas.
U nas też (śmiech).

Jest Pan również adiunktem Politechniki Wrocławskiej. Jakie wartości architektoniczne stara się Pan przekazać studentom?
Gdy mam czas na refleksję architektoniczną, obserwuję, jak się zmieniają pewne trendy. A to nie jest ważne. Młodzi ludzie nie powinni bać się szukać, błądzić i być twórczy. Chcę, by traktowali architekturę z pasją i sercem, ale też rozsądnie, gdyż jej wielką zaletą jako sztuki jest utylitarność. Podkreślam również, że ważne jest poszanowanie przestrzeni, zastanego krajobrazu, zarówno naturalnego, jak i kulturowego, którego ubywa.
To jest, niestety, prawda. Zakończmy jednak optymistycznie. Marzenie architektoniczne PAG to...
Odpowiadając najprościej, marzy się nam intratne zlecenie, wygrany konkurs i jego realizacja - taka jest prawda. Po cichu marzę, że jeśli wszystko ułoży się po naszej myśli, to założymy jakąś filię w cieplejszym kraju, żeby mieć więcej słońca (śmiech). Dzisiaj mamy piękny dzień. Zobaczymy, co będzie dalej.
Dziękujemy za rozmowę.
----
Artykuł pochodzi z magazynu dla architektów i projektantów "świat architektury" i został przedrukowany za wiedzą i zgodą redakcji.
Pobierz wersję elektroniczną (pdf) magazynu "świat architektury" - za darmo!
red./świat architektury